poniedziałek, 19 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ 11 - "Czego chcesz w zamian?"

Miałam mnóstwo nauki. Pan Mark nie odpuszczał mi (chociaż zrobiłam to pieprzone doświadczenie) i zapowiedział test w przyszły wtorek dla całej klasy. Miałam szlaban więc to idealny czas na nauke. Wychodząc ze szkoły poczułam wolność jednak z drugiej strony wiem, że jestem uziemiona. Mama na pewno dostała już wiadomosc o teście i nie pozwoli mi nigdzie wyjść. W tym tez liczy sie Justin, chyba że przyjdzie do mnie przez balkon jak ostatnio. Miło by było. Jednak nie, wole ciszę i spokój by zaliczyć ten test na dobrą ocenę. Cóż, będzie mi brakować tego chłopaka w tym tygodniu. Na szczęście umówiłam sie z Carly na wspólną naukę, więc nie będę czuła sie tak bardzo samotnie. Nie będę widywała Matt'a po szkole, w mieście. Chociaż jeden plus tego wszystkiego. Ostatni raz pożegnałam sie z moimi znajomymi i ruszyłam w kierunku przystanku. 
- Nareszcie weekend. - powiedziałam sama do siebie spuszczając wzrok na chodnik. Sprawdziłam przyjazd autobusu. Cztery minuty. Postanowiłam napisać do Chloe. Ostatnio mało rozmawiamy. Ona zajęła sie znajomymi i tym chłopakiem, chyba są parą, bo ciągle o nim gada. Ja zajęłam sie Justinem chociaż powinnam sie skupić na nauce. W ten weekend to zrealizuje. Zanim sie zorientowałam, podeszła do mnie Emily. Dziewczyna z mojej klasy. 
- Hey Am. Zapraszam Cię na imprezę. Jutro, godzina dwudziesta. Wpadnij. - oznajmiła i wręczyła mi kartonów z zaproszeniem. Lekko sie skrzywiłam. Przez moją mamę, ominie mnie świetna impreza. Świetnie.
- Nie przyjdę. Nie moge. - odpowiedziałam i posłałam dziewczynie fałszywy uśmiech. 
- No trudno. - odparła i wzruszyła ramionami. Dosłownie dziesięć sekund pozniej przyjechał odpowiedni autobus. Wsiadłam do niego oraz kilka osób z mojej szkoły i nałożyłam słuchawki, by nie słyszeć tych ludzi. Niektórych nie znałam, a ostatnio nienawidzę każdego kogo spotkam na drodze. Dziwne uczucie ale mówi sie trudno. Po piętnastu minutach dotarłam do domu. Na progu przywitałam moją mamę, która jak zwykle sprzątała dom. Nienawidziła bałaganu. Zresztą jak każdy w mojej rozdzinie. Kolejna dziwna rzecz. Zrobiłam sobie w ciszy kanapki i skierowałam sie do mojego pokoju. Nic nie jadłam na lunch i teraz byłam naprawdę głodna. Postawiłam talerz na biurku. Obok lampki leżała mała kartka.

"Wszyscy będą sie dobrze bawić, bez ciebie. Jaka szkoda ;)"

Ktokolwiek to był, śledził mnie. O tej imprezie rozmawiałam może pól godziny temu i nikt raczej tego nie słyszał oprócz mnie i Emily. To było podejrzane. W dodatku ta kartka leżała na moim biurku, w moim pokoju. Ktoś był w moim domu? Przypomniałam sobie imprezę, Santorio, samochód Justina, jego drzwi i ta tajemnicza koperta na wycieraczce mojego domu. Czy to wszystko ma z sobą coś wspólnego? I dlaczego ja jestem w to zamieszana? Nie widze w tym wszystkim sensu. Muszę porozmawiać z Justinem. Ale nie teraz. Chętnie bym położyła sie spać. Ostatniej nocy prawie nie spałam przez to doświadczenie z biologii. Pan Mark powinien docenić moją prace, a nie wytykać mnie palcem, że praca zrobiona za późno. Trochę szacunku by mu nie zaszkodziło. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam sie w piżamę. Gotowa by zasnąć na długo, przykryłam sie kołdrą po samą brodę. Dobranoc Amy.

BLINNG BLINNG BLINNG BLINNG. Dźwięk dzwonka telefonu obudził mnie około dwudziestejdrugiej wieczorem. Spojrzałam na wyświetlacz. Chlo. Na cholere dzwoni, skoro jest w domu? Przynajmniej tak sądziłam.
- Halo? - odparłam pól przytomnym głosem.
- Amy?! Przyjedź po mnie! Szybko! Prosze! - krzyczała przez łzy, co wyprowadziło mnie z równowagi.
- Co? Chlo, gdzie jesteś?! - mój głos lekko drżał z przerażenia.
- Jestem na imprezie w hali sportowej. Przyjedź szybko! - dyszała szybko, jakby uciekała. W tle mogłam usłyszeć stukanie obcasami i kilka krzyków. Bałam sie o nią.
- Jak mam przyjechać?! Mam szlaban i nie mam prawa jazdy i .. - przerwałam nagle i zastanawiałam sie, czy to co przyszło mi do głowy, wypali. - .. Mam pomysł. Czekaj na mnie w piwnicy między tymi skrzyniami. - poinformowałam ją i rozłączyłam sie szybko, by móc wybrać numer Justina. W trakcie zaczęłam sie ubierać w zwykle ubrania. Po chwili odebrał.
- Justin? Przyjedź pod mój dom. - odparłam szybko, nie dopuszczając go nawet do przywitania.
- Ale co sie stało? 
- Potem ci wytłumacze. Musisz mi pomóc. - odpowiedziałam, kurczowo trzymając telefon między uchem a ramieniem. 
- Okej, będę za dziesięć minut. - skinął i rozłączył sie. Rzuciłam telefon na łóżko, by mieć większą swobodę rąk. Ubrałam długie legginsy, luźny t-shirt i jakieś tenisówki, zarzuciłam bluzę na ramiona i zgasiłam światło. Do kieszeni włożyłam telefon i otworzylam drzwi balkonu. Po chwili je zamknęłam, by nie było podejrzeń i zsunęłam sie po wystającymi cegłach na ścianie. Pobiegłam w miejsce, gdzie stał samochód Justina. Usiadłam na miejsce pasażera i ujrzałam zdenerwowaną twarz chłopaka. Moja pewnie też taka była.
- Po co miałem przyjechać? - zapytał po chwili.
- Nie gadaj tylko jedź do hali. - poinstruowałam go i zapięłam pasy. Justin szybko ruszył z miejsca. Jechał co raz szybciej. Wiedział, że coś musiało sie stać, po moim zachowaniu. Miałam złe przeczucia. Niestety. Po chwili dojechaliśmy na miejsce. Zaapelował samochód niedaleko tylnego wejścia i udał sie ze mną do piwnicy budynku. Często odbywały sie tu imprezy. Nawet nie wiedziałam, że moja siostra tu jest. Ostatnio robi co chce. Zbiegłam szybko po schodach do pomieszczenia, gdzie prawdopodobnie była moja siostra. Justin obstawiał mnie ze wszystkich stron, przyciągając co raz do siebie. Dzięki temu czułam sie bezpieczniej. Rozglądaliśmy sie na boki i kierowaliśmy do umówionego miejsca. Po chwili rozległ sie strzał. Ciarki przeszły przez moje ciało, serce zaczęło szybciej bić a nogi robiły sie jak z waty. Tu było niebezpiecznie.
- Poczekaj tu chwile. - oznajmił Justin, puścił moje ciało i udał sie kilka kroków do przodu. Zostałam tam gdzie byłam, jednak wolałam iść za chłopakiem. Kto wie, może ktoś wyskoczy zza ściany i przestrzeli mi głowę na wylot? Oddychałam z trudem na tą myśl. W dodatku jeszcze nie znalazłam Chloe. Jest młodsza i nie mniej przestraszona jak ja. 
- Chloe? Chloe, gdzie jesteś? - zaczęłam wołać szeptem. Może ukryła sie tak, że jej nie widze? Jednak odpowiadała mi tylko głucha cisza. Rozległ sie drugi strzał. Wzdrygłam sie i zaczęłam patrzeć wokół własnej osi. Po chwili usłyszałam kroki. 
- Justin? Chloe? - wolałam, lecz nikt mi nie opowiedział. Po chwili usłyszałam krzyki mojej siostry. - Chloe?! - krzyknęłam przerażona, gdy moim oczom ukazała sie moja siostra z pistoletem przełożonym do głowy. Santorio stał nieruchomo, trzymając ją mocno w pasie jedną ręką a drugą wymachując bronią między jej włosami. Coś mi mówiło, że to jest bezlitosny człowiek. - Puść ją! - krzyczałam, a oczy napełniały mi sie łzami. Ten widok był paraliżujący. Jeden gwałtowny ruch i mogło być po niej. Nawet nie chce o tym myśleć.
- A jak nie to co? - odparł z szatańskim uśmieszkiem. 
- Prosze cie. - błagałam, czując jak bardzo jestem teraz bezsilna. Gdzie do cholery jest teraz Justin? 
- Nic mnie nie obchodzą twoje prośby. - splunął. Czułam jak serce podchodzi mi do gardła. 
- Czego chcesz w zamian? - próbowałam sie uspokoić na tyle, ile jest to możliwe. Podziwiałam moją siostrę. Na zewnątrz była dość spokojna, lecz widziałam ten strach w jej oczach. 
- Ciebie. - odchrzachnął z chytrym uśmiechem. Zrobiło mi sie słabo na samą myśl, lecz musiałam zrobić to dla Chloe, by była bezpieczna. Powoli podeszłam do mężczyzny, a następnie wyciągnęłam dłoń w jego strone. Popatrzył sie na mnie z satysfakcją i puścił dziewczynę. Była przerażona, widziałam to. Odskoczyła krok w bok, jednak patrzyła sie na mnie sparaliżowana. Santorio musnął swoimi palcami moje ramię, następnie przybliżył moje ciało do jego. Czułam obrzydzenie. Ściskał jedną dłonią moją talie, a drugą przystawił pistolet przy szyji. Zaczęłam szlochać. To, co wtedy czułam było nie do opisania.
- Zostaw moją siostrę! - krzyknęła Chloe, jednak mężczyzna tylko zaśmiał sie bezczelnie w moją skórę. Próbowałam odwrócić głowę, jednak jego ręka ściskała mocno moją szczękę i nie mogłam nic zrobić.
- Zostaw ją, słyszysz?! Kretyn z ciebie i bydle! - wykrzykiwała moja siostra. Nie zdała chyba sobie sprawy, jak bardzo niebezpieczny jest ten człowiek.
- Słuchaj młoda. - skierował do Chloe. - Jeżeli sie nie zamkniesz, przestrzelę Twojej siostrze głowę. - poinformował, patrząc co raz na mnie, co raz na nią. - Zrozumiałaś? 
- T-tak. - odparła zupełnie zszokowana. Ja również. Moje życie było zagrożone. 
- Na co masz ochotę, mała? - odparł patrząc na mnie i złapał mnie za tyłek. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa, a z moich ust wydobył sie cichy jęk. Przysięgam, jeżeli on mnie dotknie bardziej, nie wiem, czy kiedykolwiek będę miała rodzine i dzieci. Słyszałam już wiele takich przypadków.  Santorio zaczął całować mój dekold, a następnie złapał za dół koszulki. 
- Zostaw ją, kurwa! - po całym pomieszczeniu rozległ sie głos wkurzonego Justina, który w przeciągu kilku sekund odciągnął mężczyznę ode mnie, a następnie zaczął okładać go pięściami, jak popatrzednio. Podbiegłam do Chloe, która zupełnie nie wiedziała co sie dzieje. Byłam wdzięczna Justinowi, że w końcu przyszedł. Gdyby nie on, kto wie, co by sie ze mną stało. Walka robiła sie bardziej niebezpieczna. Chłopak oberwał kilka razy w twarz, na co zaczęła mu lecieć krew z nosa. Tym samym oddał przeciwnikowi, pozwalając go na ziemie. 
- Uciekajcie! - krzyknął w naszym kierunku, co zrobiliśmy błyskawicznie. W korytarzu, za rogiem usłyszałyśmy huk, a zaraz zza ściany wybiegł Justin z pistoletem w dłoni.
- Czy on... - zawahałam sie.
- Spokojnie, dostał w rękę. - odparł i złapał mnie w talii, by na wszelki wypadek ochronić. Przed nami biegła Chloe. Dotarliśmy do wyjścia i szybko wsiedliśmy w odpowiedni samochód, kierując sie do domu. Całe szczęście, że nikomu nic sie nie stało. Jednak muszę poważnie porozmawiać z Chloe o tej imprezie. 
- Kim jesteś? - zapytała moja siostra, która siedziała na tylnym siedzeniu samochodu.
- Jestem przyjacielem Twojej siostry. - odparł i popatrzył sie na mnie bez emocji na twarzy. Całe to wydarzenie, to jak w jakimś filmie akcji. Chłopak był wyraźnie zdenerwowany i zaskoczony całą tą sytuacją. Co miał wspólnego Santorio z moją siostrą? Jeżeli chciał mnie wystraszyć, to udało mu sie to w stu procentach. 
- A to nie ty prowadziłeś z naszym tatą interesy? - dopytywała sie, jednak szybko chciałam zmienić ten temat.
- Chloe, co chciał od ciebie ten Pan? - zapytałam gorączkowo. Bałam sie, że będzie chciał czegoś więcej.
- Posiedział, że mi pomoże, więc schowaliśmy sie za jakimiś rurami. - zaczęła opowiadać. - Potem, gdy przyszłaś, powiedział, że mam być cicho i wyszliśmy z kryjówki, wtedy przystawił mi ten pistolet do głowy. - zlękła sie, opowiadając to. Było to dla niej nie małe przeżycie. 
- Mówił ci coś jeszcze? - odezwał sie Justin, wyraźnie skupiony na tym, co mówi.
- Nie. - odparła szybko. Kłamała.
- Chloe, powiedz. - ostrzegłam ją. - To dla twojego dobra.
- No nic nie powiedział, przysiegam! Kazał mi tylko być cicho. - wyjaśniła, podnosząc ręce do góry w geście obrony. Powiedzmy, że jej wierze. Resztę drogi spędziliśmy w zupełnej ciszy. Może i lepiej.

- Justin, wejdź przez balkon, jak zwykle. - oznajmiłam, gdy wychodziliśmy z samochodu. - Poczekaj tam chwile, to może potrwać. - dodałam. Chłopak skinął głową i pobiegł w wyznaczoną strone, a ja i Chloe udałyśmy sie do drzwi głównych.
- Jak zwykle? - uniosła brwi ze zdziwienia. - Justin to coś więcej, niż przyjaciel, prawda? 
- Nie. - zaprotestowałam. - Między mną a nim nic nie ma.
- To dlaczego nie poprosiłaś o pomoc Matt'a? Przecież to twój chłopak. - dogadywała, nadal próbując mnie sprowokować. Czy ona nie wie, że mnie i tego głupka już nic nie łączy?
- Zerwałam z nim. - odparłam chłodno i otworzyłam kluczami Chloe drzwi. W domu było ciemno, co oznacza, że rozdzice prawdopodobnie śpią. Całe szczęście. 
- Idź do swojego pokoju. - szepnęłam zdejmując cicho buty. Dziewczyna skinęła głową i udała sie na palcach do pomieszczenia. Ja szłam za nią do swojego, gdzie czekał już Justin. Zapaliłam światło i ujrzałam chłopaka, który stał przy moim biurku z kartką w dłoni. 
- Co to kurwa jest? - odparł chłodno, nadal patrząc sie na litery na kawałku papieru.
- Dostałam to dziś. - powiedziałam cicho, podchodząc do niego bliżej.
- Amy, prosze Cie, powiedz mi prawdę. Czy dostałaś więcej takich wiadomości? - odwrocił sie do mnie. Justin miał skupiony wyraz twarzy.
- Parę dni temu .. - szepnęłam.
- Kurwa. - przeklnął i przeczesał włosy ręką. To tak seksownie wyglądało. Chwila, dlaczego myśle o tym nawet, gdy nie jest to odpowiednia chwila?
- Justin, uspokój sie. Mam już dość wrażeń na dziś. - oznajmiłam i ujęłam jego twarz w dłonie. - Przemyje Ci ranę. - dodałam i lekko sie uśmiechnęłam, co odwzajemnił. Podeszłam do szafki by wziąć apteczkę. Nasączyłam gazę wodą utlenioną i powoli ocierałam rany. Siedziałam na Justinie okrakiem, a między nami była czerwona skrzynka. Chłopak trzymał mnie w talii, abym nie spadła. Co chwile jęczał z bólu. Nie dziwie sie. Rany były dość duże. Na koniec ucałowałam oczyszczoną ranę na brodzie. Moje usta znajdowały sie blisko warg Justina. Zamknęłam przy tym oczy, robiąc to z dużą czułością. Zanim sie odsunęłam, chłopak ruszył szybko głową i cmoknął moje usta. Motylki w moim brzuchu oszalały. Otworzyłam oczy i odsunęłam sie od niego. Uśmiechnął sie z satysfakcją, co odwzajemniłam. Po chwili zeszłam z kolan chłopaka, uświadamiając sobie, co właściwie sie stało. Zarumieniłam sie i sprzątnęłam gazy oraz resztę przyborów medycznych.
- Wiesz, że jutro muszę sie uczyć? - przygryzłam lekko warge. Nie chciałam go wywalić z pokoju, ale musiałam mieć ten czas dla siebie.
- Tak wiem. - odparł jak gdyby nigdy nic i wzruszył ramionami.
- Musisz wrócić do siebie. - powiedziałam ze smutną miną.
- Będę tam samotny. - powiedział po chwili i przybliżył sie do mnie. - wole zostać z tobą. - objął mnie swoimi ramionami.
- Jeżeli bardzo chcesz. - udałam, że mi wszystko jedno, chociaż wolałabym żeby został. Warto mieć takiego chłopaka obok siebie. Dobrze, że go poznałam te kilka lat, jak i niecałe dwa tygodnie temu.
- Chcę. - odparł krótko i zdjął swoją koszulkę, ukazując wyrzeźbiony tors. Wpatrywałam sie w jego ciało, przygryzając warge, co szybko zauważył. Zachichotał i położył sie na łóżku, klepiąc miejsce obok. Posłusznie skierowałam sie w tamtą stronę. 
- Nie ubierzesz piżamy? - zachichotał w moje włosy. Popatrzyłam na to, w co jestem ubrana. Przez Justina, zapomniałam sie przebrać. Zarumieniłam sie z zarzenowania i szybko wyjęłam z szafy potrzebne rzeczy. Skradając sie na palcach, ruszyłam do łazienki, gdzie przebrałam sie. Po chwili wróciłam do chłopaka. Upewniłam sie, że drzwi mojego pokoju są odpowiednio zamknięte i wskoczłam do łóżka, układając sie blisko Justina. Objął mnie od razu w talii i wspólnie zasnęliśmy. Znowu.

•••••••••••••
I mamy kolejny rozdział! Chloe dowiedziała sie tak jakby o Justinie, została tak jakby porwana przez Santorio, tajemnicza wiadomość.. Jak myślicie, co będzie dalej? Do tego #Jmy znowu śpi razem :3

Przepraszam, że nie dodałam nowego rozdziału w weekend, ale byłam w Ełku i nie miałam internetu na telefonie ;/ 

Mam nadzieje, że rozdział sie podoba :)

I dziękuje za tyyyyle wyświetleń :oo <3

Kocham,
Shinn_x

piątek, 16 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ 10 - "Może miał powody"

Nie wiedziałam, jak zareaguje Matt, ale wiedziałam, że miałam sie czego bać. Ze strachu uciekłam do budynku szkoły. Na oczach wszystkich, nic mi nie zrobi. Jednak bałam sie, co będzie po szkole. To nie jego sprawa z kim sie spotykam lub z kim całuje! Skończyłam z nim, a on zachowuje sie, jakbym to ja była wszystkiemu winna. Cóż, pomyliły mu sie osoby. Dyszałam ciężko, biegnąc korytarzem i przeciskając sie między ludźmi. Prawdopodobnie przed chwilą był dzwonek na pierwszą lekcje, a ja nie miałam zamiaru sie spóźnić. Po drodze wpadłam na jakąś dziewczynę. - Przepraszam. - powiedziałam cicho, gotowa by biec dalej, jednak zostałam zatrzymana.
- Ej Amy! Co jest? - patrzyła sie na mnie ze zdziwieniem.
- Carly, nie teraz. Później ci wszystko wyjaśnię. Teraz chodź na lekcje. - pospieszałam ją.
- Okej. Pierwszy raz widze, żebyś sie spieszyła na lekcje. - zadrwiła. Nie miałam już czasu by jej odpowiedzieć, bo właśnie Pan Mark wchodził do klasy.
- Jeszcze my! - krzyknęłam, przyspieszając bardziej kroku. Nauczyciel rzucił na nas wrogie spojrzenia i poczekał. Weszłyśmy do klasy i zajęłyśmy swoje miejsca. Wyciągnęłam książki i zeszyty. Myślałam, że będę miała wreszcie spokój od ludzi. Myliłam sie. Do klasy wszedł wściekły Matt. Doszedł do mojej ławki i zrzucił wszystko, co na niej było. Następnie posłał mi spojrzenie mordercy i przesunął palec do ust. Miałam być cicho. Dla świętego spokoju nic nie powiedziałam. Następnie zajął swoje miejsce kilka rzędów za mną.
- Panie Brandom, co to było? - głos nauczyciela rozbrzmiał po całej sali.
- Nic. - burknął i wzruszył ramionami jakby nic sie nie stało. Podniosłam swoje książki i ułożyłam jeszcze raz na stoliku. Pan Mark popatrzył gniewnie na chłopaka i zaczął prowadzić lekcję biologii.
 - Czy wszyscy zrobili zadane doświadczenie? - rozejrzał sie po klasie. Szlag by to. Biologie mam dwa razy w tygodniu. We wtorki i w piątki. Przez wizytę Justina zapomniałam zrobić to pieprzone doświadczenie. Dostanie mi sie za swoje nie tylko w szkole, ale i w domu. Mój ojciec miał fioła na punkcie edukacji, zresztą moja mama też. Jednak ojciec więcej wymagał ode mnie i od Chloe. Prędzej czy później wydałoby sie, że nie zrobiłam tego, o co prosił nauczyciel. Podniosłam rękę w celu uzyskania głosu.
- Panie Mark? Nie zrobiłam tego doświadczenia. - powiedziałam cicho, robiąc minę udaje-że-mi-przykro.
- Miałaś wystarczająco dużo czasu Panno Hurt. Dlaczego nie jesteś przygotowana do lekcji? - zapytał podchodząc do mnie, patrząc z góry. Nienawidzę jak nauczyciele tak robią.
- Z-zapomniałam. - wydukałam i zaczęłam bawić sie palcami. Zapewne gdyby to była bransoletka lub pierścionek, Pan Mark przywłaszczył by to sobie bez żadnego celu. Lubił zabierać uczniom przedmioty, które dekoncentrowały ich na jego lekcji.
- Oj, typowe wytłumaczenie każdego ucznia. Przykro mi, ale muszę wstawić ci jedynkę. - powiedział, kierując sie w strone biurka, za którym usiadł i zaczął bazgrać coś w dzienniku. Tak, na pewno mu przykro. Robi to z satysfakcją, jak zawsze. Wywróciłam oczami, a Pan Mark kontynuował lekcje, zerkając co raz na mnie. Jeżeli ktoś nie zrobił czegoś po jego myśli, uweźmie sie na niego i będzie nękał przez kilka dni. Czyli wiem, że najbliższy tydzień spędze nad książkami od biologii. - Panno Hurt. Pozwól do mnie. - usłyszałam głos mojego nauczyciela od biologii, gdy miałam zamiar przekroczyć próg sali. Wszyscy już wyszli, a ja musiałam zostać. Zabiera mi Pan cenny czas przerwy. Cicho podeszłam do biurka. Pan Mark wyjął ze swojej grubej teczki kilka kartek, na których było opisane jakieś doświadczenie. To była moja kara.
- Mam nadzieje, że tym razem nie zapomnisz. Inaczej to wpłynie na twoją ocenę z biologii. - odparł z uśmiechem nauczyciel i wręczył mi kilka kartek. Mruknęłam cicho sarkastyczne "oczywiście" i wyszłam z sali, chowając otrzymane materiały do torby. Nawet nie przeczytałam tematu. Nie miałam teraz do tego głowy. I tak będę musiała sie z tym zmierzyć, czy tego chce czy nie. Z biologii szło mi całkiem nieźle i nie chce żeby moja dotychczasowa praca poszła na marne. Udałam sie w kierunku szafek, gdzie włożyłam niepotrzebne książki. Nagle drzwiczki mojej szafki sie zatrzasnęły i moim oczom ukazał sie Matt. Próbowałam udawać pewną siebie, żeby nie dostrzegł mojego strachu. On jednak nie był zły.
- Po co to całe przedstawienie? - odparłam patrząc mu głęboko w oczy. Próbowałam dostrzec w nich, czy kłamie czy mówi prawdę. Takie przyzwyczajenie od ponad roku. Matt'a znałam od ponad czterech lat. Na początku byliśmy zwykłymi znajomymi, potem coś zaiskrzyło i chodziliśmy aż do wczoraj.
 - Ja odstawiam przedstawienia? - uniósł brwi wysoko i złapał sie za klatkę piersiową. - To ty wczoraj pięknie zagrałaś. - wskazał palcem na mnie.
- Bo nie mam zamiaru chodzić z podrywaczem, który może mnie zdradzić na każdym kroku! - wyrzuciłam ręce w powietrze z irytacji. Dlaczego on uważa siebie za nic winnego?
- Jakoś ci to do tej pory nie przeszkadzało. - burknął pod nosem.
- Coś sugerujesz? - skrzyżowałam ręce na piersi i zmarszczyłam czoło z niedowierzenia. Czy on mi właśnie powiedział, że nie zdradził mnie pierwszy raz? Świnia!
- Nie. - odparł szybko. - Amy zrozum! Ja wciąż Cie kocham. Ten pocałunek to nic nie znaczyło. Alejandra rzuciła sie na mnie a potem.. - zaczął wyjaśniać. Jednak mu nie wierze. Nie pocałował by jej gdyby mu na mnie choć trochę zależało.
- A potem? - uniosłam brwi w irytacji. Nie wiem czego sie jeszcze można po nim spodziewać. - Chyba mi nie powiesz, że zaciągnęła Cie do łóżka! - warknęłam waląc przy tym ręką w szafke lecz zignorowałam lekki ból. Byłam teraz na niego wściekła.
- Nie, nigdy! - krzyknął z miną nigdy-nie-mógłbym-tego-zrobić. - Potem zauważyłem jakiegoś chłopaka w krzakach z aparatem. Zrobił nam zdjęcie. Chciałem go złapać, ale Alejandra mnie zatrzymała i zaczęła coś mówić w stylu "Zapomnij już o Amy". - wyjaśnił wymachując rękami we wszystkie strony.
- Nie będę słuchać tych kłamstw Matt! Oboje jesteście winni. - krzyknęłam popychając go lekko na szafki. Chłopak westchnął ciężko i zerknął na mnie z miną przepraszam-ale-zaraz-cie-skrzywdze i powiedział słowa, w które nigdy bym nie uwierzyła.
- Tym chłopakiem był koleś, z którym sie całowałaś. - odparł szybko i czekał na moją reakcje. Spoliczkowałam go drugi raz.
- Jak możesz tak mówić?! - krzyknęłam przez łzy. - Nikt, szczególnie ja, nie uwierzy Ci w te kłamstwa! - nadal krzyczałam wytykając go palcem. Nie rozumiem, po co to robi. Z zemsty? Myśli, że przez jego puste słowa znienawidzony Justina i wrócę do niego? Nigdy w życiu! Patrzyłam na niego ze łzami w oczach. On rozglądał sie po korytarzu. Dużo osób widziało tą kłótnię. Niestety. Ostatni raz popchnęłam go i odeszłam szybkim krokiem, wycierając ręką mokre policzki. Byłam wściekła i zdezorientowana, ale musiałam iść na następną lekcje. Matematyka. Kolejny mój "ulubiony" przedmiot. Po dzwonku wszyscy zajęli swoje miejsca. Siedziałam sama, gdzieś na tyłach klasy. Przede mną siedziała Carly. Z troską co raz odwracała sie w moją strone, na co odpowiadałam lekkim uśmiechem. Za którymś razem dostałam od niej liścik, zwinięty w małą kulkę. Zerknęłam w strone nauczycielki i powoli odwięłam kawałek papieru.

 "Co sie stało? Wyglądasz źle." 

 Wzięłam długopis i małym druczkiem nabazgrałam odpowiedź.

 "Długa historia. Tam gdzie zwykle po szkole." 

Zgniotłam kawałek papieru i rzuciłam Carly na ławkę. Ostrożnie odwinęła i przeczytała zawartość. Skinęła głową w moją strone i schowała kartkę do kieszeni marynarki. Resztę lekcji przesiedziałam w ciszy, bawiąc sie długopisem. Wszyscy nauczyciele, z którymi miałam dziś tą przyjemność sie spotkać, dali mi w kość. Nie wiem co im zrobiłam. Może Pan Mark coś naopowiadał o mnie w pokoju nauczycielskim? Całkiem możliwe. Po szkole ruszyłam w umówione miejsce. Zastanawiałam sie , jak powiedzieć o wszystkim Carly. Wiem, że powinnam całą prawdę. Postanowiłam opowiedzieć jej wszystko od początku. Gdy weszłam do kawiarnii, moja przyjaciółka już na mnie czekała.
 - Cześć Amy. No więc zamierzasz mi wszystko wyjaśnić? - powiedziała i machnęła ręką do kelnerki.
- Tak. - odparłam krótko.
 - Poproszę Cappucino. - skierowała do kelnerki, która pisała zamówienie w notesie. Następnie popatrzyła na mnie.
- Małe Machiato. - rzuciłam lekki uśmiech w strone blondynki, która nas obsługiwała. Po chwili odeszła do lady.
- Opowiadaj. - zwróciła sie kolejny raz do mnie. Próbowałam wszystko ustalić sobie w głowie po kolei.
- Pamiętasz jak rozmawiałyśmy w niedziele o Justinie? - wprowadziłam ją w temat.
- Tak, ale co on ma wspólnego z Matt'em? - zdziwiła sie i wzięła filiżanke swojej kawy od kelnerki, która właśnie przyszła. Ojj dużo ma wspólnego, uwierz mi.
- Wczoraj po kłótni z Matt'em, urwałam sie z lekcji. Pobiegłam do parku i tam spotkałam Justina. Trochę pogadaliśmy i odprowadził mnie do domu. - zaczęłam historie, ale nie wiem czy Carly byłaby z niej zadowolona.
- To miłe z jego strony. - przerwała mi upijając łyk gorącego napoju.
- Tak. - przyznałam racje. Jednak musiałam sie skupić by powiedzieć jej to co chciała. - Wieczorem jednak on do mnie przyszedł i .. - przygryzłam warge w niepewności. - .. on u mnie nocował. - wyrzuciłam z siebie. To było ciężkie.
- Jak to?! - krzyknęła prawie wypluwając kawę. - Jednego dnia zrywasz z chłopakiem i jeszcze tego samego śpisz z innym w łóżku?!
- Ciii! - zakryłam jej usta ręką i rozejrzałam sie po ludziach. Zrobiła speszoną minę i spuściła wzrok. Zawsze tak robiła jak sie zawstydzała. To ja powinnam mieć teraz powody do wstydu ale nie ważne. - Rano odwiózł mnie do szkoły i-
- Twoi rodzice go widzieli? - przerwała mi. Tego by brakowało, żeby moi rodzice dowiedzieli sie o Justinie. Ojciec przecież ma z nim jakiś problem. Zabiłby mnie na miejscu, gdyby sie dowiedział.
- No coś ty! - wyrzuciłam ręce w powietrze. - Wyszedł balkonem. - dodałam szybko, unikając kolejnych pytań mojej przyjaciółki. Upiłam łyk kawy i wróciłam do mojej historii. - Pod szkołą tak jakoś wyszło, że sie prawie pocałowaliśmy. - szepnęłam cicho i czekałam na jej reakcje. Zaczęła piszczeć ze szczęścia, na co lekko zachichotałam. - Niestety widział to Matt i potem robił mi wyrzuty. - przewróciłam oczami na wspomnienie tego dupka.
- Przecież już nie jesteś do niczego zobowiązana! - oburzyła sie i oparła łokcie na stoliku.
 - To samo sądzę. - odparłam. - Potem zaczął wymyślać historyjki o Justinie, że niby on i Alejandra wszystko to uknuli. - wywróciłam kolejny raz oczami i dopiłam kawę do końca.
- Może miał powody.
- Oszalałaś?! - krzyknęłam oburzona. Czy ona go broni?
- Okej, przepraszam. Już nic nie mówię. - uniosła ręce w obronie.
- Przepraszam, jestem zmęczona. - podparłam czoło na dłoni i zamknęłam oczy. Po chwili poczułam rękę Carly na swojej. Pocieszała mnie, przynajmniej próbowała. Byłam jej za to wdzięczna.

 - Amy? Gdzie jesteś? - usłyszałam głos mojej mamy w telefonie. Po tym małym incydencie, gdzie ucierpiał mój telefon, skłamałam, że zostałam okradziona podczas wf-u. Oczywiście wszystko było kłamstwem, bo nie było ani żadnej kradzieży ani nie byłam na wf-ie, bo jak wiadomo - zwiałam ze szkoły. Mama postanowiła mi dać swój, a sama będzie korzystać z domowego, by skontaktować się jakoś ze mną.
- Spokojnie, jestem z Carly. - skłamałam. Około dwudziestu minut temu wyszłyśmy z kafejki i każda poszła w swoją strone. Nie miałam ochoty teraz wracać do domu.
 - Tylko wróć przed kolacją. - ostrzegła mnie i rozłączyła sie, zanim mogłam coś odpowiedzieć. Schowałam telefon do torebki i zapukałam do drzwi mieszkania Justina. Miałam nadzieje, że jest w domu. Nie widziałam go od rana. Tak, stęskniłam sie za nim. Jego obecność dobrze na mnie wpływała, a ja lubiłam z nim spędzać czas. Zastukałam kilka razy, lecz nikt nie otworzył mi drzwi. Miałam pecha. Nie chciałam sie snuć po ulicach miasta bez sensu. Zrezygnowana wróciłam do domu.

- Amy, pozwól na chwile. - zawołała mnie moja rodzicielka, gdy tylko przekroczyłam próg domu.
- Co jest? - odparłam ze zmęczonym głosem i rzuciłam torbę w kąt.
- Dzwonił Pan Mark. - oświadczyła surowym tonem. Już po mnie.
- Co mówił? - zapytałam i czułam jak moje serce zaczyna bić szybciej z lekkiego zdenerwowania. Pan Mark lubi wyolbrzymiać problemy i nie wiem, czego mogłabym sie spodziewać tym razem.
- Podobno nie odrabiasz prac domowych. - wyjaśniła i usiadła na jednym z krzeseł.
- Nie zrobiłam tylko jednego doświadczenia! - krzyknęłam wyrzucając ręce w powietrze. Musiałam sie bronić przed fałszywymi oskarżeniami. - Wymyśla. - dodałam siadając obok mojej mamy.
- A to, że opuszczasz lekcje, też sobie wymyślił?! - rzuciła surowo i posłała mi wrogie spojrzenie. Czyli o tym też już wie? Przełknęłam z trudem ślinę. Kolejny raz muszę kłamać.
- Źle sie czułam. - burknęłam cicho. Nic więcej nie mogłam wymyślić. Miałam nadzieje, źe to wystarczy.
- Dość tych kłamstw. Masz szlaban. W weekend siedzisz w pokoju nad książkami. - powiedziała surowo i śmiertelnie poważnie. Nie mając siły sie nawet z nią kłócić wywróciłam oczami i skierowałam się do swojego pokoju. Nienawidziłam tego dnia. Wszystko nie szło po mojej myśli. Zastanawiałam się, dlaczego Justina nie było w domu. Do szkoły przecież nie chodzi. Nie wiem co może robić za dnia, ale mam nadzieję, że nic sobie nie zrobi. Mogę jedynie sie domyślać, że nadal należy do ulicznego gangu. Jak sam mówił, jeszcze rok temu tam był. Nie ważne. Postanowiłam się dowiedzieć, o co chodzi. Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer chłopaka. Jeden sygnał, drugi, trzeci..
- Halo? - odezwał się głos.
- Cześć Justin, tu Amy. - przedstawiłam się i zaczęłam krążyć po pokoju, jak to było w moim zwyczaju podczas rozmowy.
- Hej. Co tam? - mogłam wyobrazić sobie jego uśmiech.
- Miałam ciężki dzień i chciałam Cię odwiedzić, ale Cię nie było. - wyjaśniłam.
- Miałem do załatwienia kilka spraw. - odpowiedział szybko. Tak jakby się trochę denerwował. Dlaczego?
- Rozumiem. - odparłam po chwili namysłu.
- Przepraszam, ale jestem trochę zajęty. Coś jeszcze? - zapytał trochę oschle, jak nie on. Zlękłam się. Byłam ciekawa co robi, ale postanowiłam się nie wtrącać.
- Umm Justin? Znasz osobiście mojego byłego chłopaka, Matt'a? - wykrztusiłam z siebie cicho. Musiałam wyjaśnić tą sprawę. Nie dawało mi to spokoju, chociaż byłam święcie przekonana, że to kłamstwo.
- Nie. Dlaczego pytasz?
- Nie ważne. Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się sama do siebie. Czyli to, co mówił Matt, to kłamstwa. To wszystko tylko i wyłącznie jego wina. Nie wierze, że go na to stać. Oczernia innych. Nienawidzę go.
- Do zobaczenia. - odpowiedział i szybko się rozłączył. Przynajmniej jedną sprawę wyjaśniłam.

 ~~~~~~~~~~~~~~~~
Tratatata 10 rozdział! Jak wrażenia? Mało tu Justina, więcej szkoły. Pewnie uznacie rozdział za nudny, ale przecież nie zawsze Jus musi być przy Amy, nie? ;)

Jak zauważyliście, mamy nowy wygląd bloga! Szablon pobrany z szablonownica.blogspot.com :) Osobiście też złożyłam zamówienie więc jeżeli zamówienie zostanie przyjęte, będę miała własny szablon, jak na razie jest ten. Co sądzicie? :)

Ważna informacja: Jutro rano (sobota), wyjeżdżam do Ełku na weekend. Jeżeli będzie tam wifi - dodam rozdział. Jeżeli nie, dodam w niedziele wieczorem.

Za bardzo was przyzwyczaiłam, że rozdziały są praktycznie codziennie. Niestety, od września będą rzadziej. Szkoła, obowiązki - to jest na pierwszym miejscu. Ale oczywiście nie zapomnę o opowiadaniu!

Zastanawiam się, czy zmienić adres bloga na gold-love-opowiadanie - jak myślicie? Zostawić, czy zmienić?
(Sie rozpisałam)

Jeszcze raz dziękuję za komentarze, wyświetlenia ♥

Shinn_x

czwartek, 15 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ 9 - "Nie schlebiaj sobie"

Nie mogłam pozwolić, by Justin stał tam dalej cały mokry. Zapaliłam światło i otworzyłam drzwi balkonowe, wpuszczając go. Krople wody przemierzały całe jego ciało. Patrzyłam jak spływały po jego idealnej twarzy, szyji, obojczyku i znikały za białym materiałem koszulki. Chłopak uśmiechnął sie na myśl, że patrze na niego z zachwytem. Następnie rozłożył ręce i podeszedł do mnie. Zanim zdąrzyłam sie sprzeciwić, jego ramiona owinięły sie wokół mojej talii. Odwazjemniłam uścisk, przciskając głowe do jego klatki piersiowej. Zamknęłam oczy. Błogość oganęła moje ciało, gdy czułam jego dotyk na mojej skórze. Teraz również i ja byłam mokra. Krople wody kapały z nas na drewnianą podłogę, powodując kałużę. 
- Też sie cieszę, że Cię widze. - szepnął w moje włosy, gładząc je dłonią. Uśmiechnęłam sie w jego klatkę piersiową, a po chwili spojrzałam w jego orzechowe oczy. Dostrzegłam w nich blask księżyca. Rzęsy miał mokre od deszczu. Kolejne krople spływały z jego roztrzepanych włosów, po policzkach i ustach. Śledziłam drogę każdej. Otarłam kilka z nich, gładząc delikatną skórę Justina. Te chwile były magiczne. Chłopak złapał moją dłoń, która wędrowała po jego policzkach. Skierował ją do swoich ust, całując jej wnętrze. Zauważyłam, że jego ręka krwawi. Była otarta w kilku miejscach. To nie wyglądało najlepiej jak na moje oko.
- Co z twoją ręką? - zapytałam z troską. Co on sobie zrobił?
- To nic takiego. - popatrzył na rane i schował dłoń za plecy. Zmarszyłam brwi z irytacji. Widze, że rana jest dość głęboka, a on nie pozwala sobie pomóc.
- Nie będziesz mi wciskał takich kitów. Siadaj na łóżko, zaraz wracam. - powiedziałam surowo i udałam sie na palcach do łazienki po apteczke. Wzięłam jeszcze ręcznik dla Justina. Wracając zamknęłam drzwi mojego pokoju na klucz, by nikt nie dowiedział sie o obecności chłopaka w tym domu. Mam nadzieje, że nikt nie będzie na tyle wścibski, by podsłuchiwać. Moja siostra jest niestety do tego zdolna. Gdy wróciłam, Justin rozglądał sie po pomieszczeniu, uważnie przyglądając sie każdemu kątowi. Uśmiechnęłam sie lekko i rzuciłam w niego ręcznikiem.
- Ej! - krzyknął rozkojarzony, łapiąc materiał. Wytknęłam mu język i otworzyłam skrzynkę, w celu znalezienia wody utlenionej, gazy i bandażu. Justin zdjął mokrą kurtkę i ubłocone buty, a następnie swój t-shirt. Moim oczom ukazał sie idealnie wyrzeźbiony tors. Przyłapał mnie, jak patrzyłam na jego nagą skórę i uśmiechnął sie z satysfakcją. Patrząc na mnie, zaczął powoli i zmysłowo wycierać każdą część swojego ciała. Widok był zniewalający. 
- Podoba Ci sie? - poruszył seksowne brwiami, patrząc na swoje ciało. 
- Nie pochlebiaj sobie. - skupiałam sie na czerwonej skrzynce, wyjmując z niej potrzebne materiały. Podeszłam do niego i popchnęłam na łóżko. Klęknęłam przed nim, by dobrze opatrzyć mu rane. Chwyciłam jego dłoń, przykładając do niej gazę, nasączoną wodą utlenioną. Syknął z bólu.
- Nie bolałoby, gdybyś nie zrobił sobie tego. - skinęłam w stronę jego ręki, skupiając sie nadal na wykonywanej czynności. 
- Wymądrzasz sie. - wywrócił oczami.
- Stara dobra Amy. - zacytowałam jego słowa, chichocząc. Zmierzwił moje włosy i wytknął mi język. Wszystkie kosmyki opadły mi na oczy. 
- I jak ja mam teraz pracować? - moja usta utworzyły cienką linie, jednak po chwili zmieniło sie to w wielki uśmiech. Poprawiłam włosy dłonią, odsłaniając sobie widok. Zauważyłam jak Justin leży na moim łóżku, opierając sie na łokciu.
- Możesz pracować tu. - poruszył kolejny raz seksowne brwiami i poklepał wolne miejsce obok niego. Skrzyżowałam ramiona na piersi, kręcąc przecząco głową. Po chwili Justin wstał i złapał za pasek swoich spodni. 
- Nie! - raptownie wstałam by powstrzymać chłopaka przed następnymi ruchami. Figlarnie sie uśmiechnął i podeszedł do mnie, oplatając ramionami kolejny raz moją talie.
- To połóż sie obok mnie. - ukazał szereg swoich białych zębów.
- Masz zamiar .. - zawahałam sie chwile. On nie może tu być. - .. zostać tu na noc? - patrzyłam sie głęboko w jego oczy. 
- Pewnie. - wzruszył ramionami, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- Ale moi rodzice są w domu! - wskazałam kciukiem na białe drzwi. - Jeżeli sie dowiedzą-
- To sie nie dowiedzą. - wywrócił oczami. 
- Skąd u ciebie taka pewność siebie? - przeniosłam ciężar ciała na prawą nogę, opierając rękę na biodrze.
- Ty jesteś ta nieśmiała, to ja muszę być ten pewny siebie. - wytłumaczył. - w związku musi być równowaga, nie? - uśmiechnął sie, przyblizając mnie bliżej swojego ciała. Chwila co?
- W związku? - uniosłam brwi wysoko, marszcząc czoło i zrobiłam krok w tył, oddalając sie od chłopaka.
- Nie ważne. - spuścił wzrok i oparł obie ręce na biodrach. Nastała krępująca cisza. Po chwili jednak znów popatrzył w moją strone.
- To co, kładziemy sie? - oblizał usta, kiwając głową w stronę łóżka.
- Najpierw skończę to co zaczęłam. - chwyciłam jego dłoń i opatrzyłam rane do końca. Zabandarzowałam lekko rękę i pogładziłam na koniec opuszkami palców. - Do wesela sie zagoi. - powiedziałam nieśmiało, wstając na równe nogi. Wyrzuciłam zużyte gazy, a wodę utlenioną schowałam do apteczki, chowając ją do jednej z szuflad komody. Oparłam sie o mebel i z uśmiechem na twarzy patrzyłam na Justina, który wygodnie rozłożył sie na moim łóżku. - Wiesz, że niektórzy chodzą do szkoły? - zapytałam, patrząc na jego reakcje.
- Wiem. Amy nie rób ze mnie głupka. - odparł, pocierając swoją klatkę piersiową. Kolejny cudowny widok.
- A wiesz, że te osoby muszą iść spać, aby rano wcześnie wstać? - droczyłam sie, krzyżując ręce na piersi.
- I? - wywrócił oczami w irytacji.
- I ja jestem jedną z tych osób. Nie wiem jak ty, ale chcę iść spać. - wyjaśniłam.
- Świetnie sie składa! - klasnął w dłonie i podparł sie ponownie na łokciu. - Jest jedno miejsce wolne. Obok mnie. - dodał, jakby to mnie miało bardziej zachęcić. Podeszłam bliżej łóżka, wskazując pod kołdrę obok chłopaka. 
- Ale ty tu nie śpisz. - położyłam rękę na jego idealnie wyrzeźbionym torsie.
- Nie? - odparł z zdezorientowaniem. - Chyba nie wygonisz mnie do salonu. 
- Nie. - odparłam stanowczo. - Kanapa jest zbyt niewygodna dla ciebie. - zauważyłam.
- Właśnie. O wiele lepiej będzie mi w twoim łóżku, obok ciebie. - poczułam, jak jego dłoń dotyka mojej nagiej skóry na udzie. Moja piżama składała sie z luźnej, za dużej bluzki i krótkich spodenek, więc moje uda nie były zakryte, co ułatwiało chłopakowi dostęp do nich. Wzdrygłam sie, chociaż był to przyjemny dotyk, bo należał do Justina. 
- Będziesz spał na podłodze. - odparłam śmiertelnie poważnie. Nie chciałam, żeby do czegoś doszło.
- Żartujesz? - uniósł brwi w irytacji.
- Nie. - powiedziałam stanowczo i z całych sił zepchnęłam go na podłogę. 
- Ał! Amy! - jęknął, gdy jego ciało dotknęło drewnianych paneli. Popatrzyłam na niego ostatni raz.
- Dobranoc Justin. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy i zgasiłam lampkę, która dawała nam światło. Chłopak mruknął coś pod nosem i obrócił sie na drugą strone. Zrobiłam to samo i zamknęłam oczy. Jednak sen nie przychodził. Czyłam sie winna, że Justin leży tam teraz na twardej podłodze. Może pozwolić mu, by spał ze mną w jednym łóżku? Chociaż to by było dziwne. Jednego dnia zrywam z chłopakiem i tego samego śpię z innym w jednym łóżku. To normalne? Jednak nie mam już zobowiązań wobec Matt'a i moge robić co chce. Tak, jestem nienormalna.
- Justin...? - mruknęłam cicho. - Śpisz? - zapytałam szepcząc i pogładziłam jego ramię.
- Nieee. - przedłużył, nawet nie drgając.
- A jesteś na mnie zły? - oparłam brodę na skraju łóżka, patrząc na chłopaka. Odwrócił sie w moją strone, patrząc tym samym na mnie.
- Nie jestem. - odparł i powrócił do starej pozycji.
- A chcesz ze mną spać, czy sie rozmyśliłeś? - szepnęłam, patrząc na jego reakcje.
- Pewnie kochanie. - odparł wstając i patrząc na mnie z iskrą w oczach. Przesunęłam sie, by zrobić mu miejsce, które szybko zajął. Ułożył swoje ciało obok mojego, przesuwając je bliżej. Byłam odwrócona do niego plecami. Położył dłoń na moim brzuchu, odsuwając materiał koszulki, kreśląc na nim wzory. Odsłonił również moją skórę na ramionach, całując je z pasją. Moje motylki w brzuchu oszalały. Nigdy nie czułam sie tak dobrze, jak teraz. Przygryzłam warge z roskoszy. Czułam, jak chłopak uśmiecha sie przez pocałunki. Moja reakcja na jego czyny, dawała mu satysfakcję. Po chwili przestał muskać moją skórę, chowając głowę w tył mojej szyji. Jednak ręka, która została na moim brzuchu, kierowała sie ku górze. Zapomniałam, że nie mam na sobie stanika. Szybko złapalam jego dłoń, wyciągając ją spod koszulki i odwróciłam sie twarzą w strone chłopaka. 
- Coś nie tak? - zapytał marszcząc brwi. 
- Nie nic, wszystko okej. - odparłam cicho. Na szczęście było ciemno i nie zauważył mojej twarzy, która pewnie była czerwona jak burak. Westchnęłam cicho i opuszkami palców dotknęłam torsu Justina. Chciałam sie przytulić i zasnąć w jego ramionach, jednak nie byłam gotowa. Patrząc na mnie, złapał moją dłoń i przyłożył całą do swojej skóry.
- Nie musisz sie niczego bać. - szepnął w moje włosy i złapał moje udo, przyciągając mnie jeszcze bliżej siebie. Nasze ciała sie dotykały sie w prawie każdym miejscu, co mnie trochę krępowało. Nigdy nie byłam tak blisko z żadnym chłopakiem, nawet Matt'em. 
- Justin. - jęknęłam cicho.
- Cii. - szepnął kolejny raz. Widocznie jemu ta pozycja odpowiadała, nawet bardzo. Postanowiłam sie tym zbyt nie przejmować. Zamknęłam oczy z satysfakją. Miałam szczęście, że przy mnie był ktoś taki jak Justin.

- Amy! Spóźnisz sie do szkoły! - krzyczała moja mama, waląc w drzwi. Szybko sie obudziłam, przypominając, kto jest w moim pokoju. Jednak obok mnie nikogo nie było. Trochę sie wystraszyłam, że moi rodzice mogli zauważyć Justina, jak wychodził z domu (podejrzewam, że to właśnie zrobił). Z drugiej strony było mi smutno, że nie obudziłam sie w jego ramionach. Jego widok o poranku, napewno byłby zniewalający, zresztą jak zawsze. Szkoda, że sie ze mną nie pożegnał. Z rozmyśleń wyrwał mnie kolejny krzyk mamy.
- Amy Anno Hurt. Jeżeli sie spóźnisz do szkoły, możesz zapomnieć o jakim kolwiek wyjściu w ten weekend! - krzyczała przez drzwi. Podeszłam do nich, przekręcając kluczyk. Ujrzałam dość złą kobietę z wałkami na głowie.
- Już wstałam mamo. - odparłam szybko gdy tylko nasze spojrzenia sie spotkały.
- Czy ty wiesz która godzina?! Jest piętnaście po ósmej, za niecałe dwadzieścia minut masz autobus. Zdąrzysz? Mam nadzieje. Tak w ogóle po co zamknęłaś drzwi na klucz? - paplanina mojej mamy nie miała końca, nie mówiąc już o tym, że nie pozwała mi powiedzieć nawet słowa. Wywróciłam oczami i podeszłam do szafy wyjmując brzoskwiniową spódniczke i białą bluzkę koszulową z ćwiekami na kołnierzyku.
- Zdąrze na autobus, a drzwi zamknęłam, byś nie obudziła mnie tak jak wcześniej. - skłamałam wymijając moją rodzicielke w drzwiach i ruszyłam do łazienki. Zrobiłam to co miałam zrobić i w pośpiechu chwyciłam torbę do szkoły. 
- A śniadanie kto zje? - krzyczała moja mama wymachując łyżką. Smażyła naleśniki. Kochałam je, ale jeżeli chciałam gdzieś wyjść, musiałam tym razem je sobie odpuścić. 
- Wezmę jabłko i kupię coś po drodze. - wyjaśniłam wrzucając owoc do torby i założyłam szybko sandały. - Kocham cie! - krzyknęłam wychodząc i trzasnęłam drzwiami. Nie zdąrze już na autobus, więc muszę zmusić moje nogi do biegu.
- Masz zamiar sie męczyć jeszcze przed szkołą? - usłyszałam zza siebie głos. Odwróciłam sie i zobaczyłam Justina, który opierał sie o swoje auto. Przygryzłam warge na jego widok.
- Niestety, przez ciebie wczoraj poszłam późno spać i rano zaspałam. - rozłożyłam ręce. Czekałam aż zaproponuje mi podwózkę do szkoły.
- Sama zaproponowałaś mi swoje łóżko. - wywrócił oczami, uśmiechając sie przy tym figlarnie. To brzmiało dwuznacznie.
- Nie ważne. Możesz mnie podwieźć do szkoły? Spieszy mi sie. - zapytałam niepewnie, ale dłużej nie moge czekać.
- Oh więc tego ode mnie oczekujesz? A gdzie jest "Dzień dobry Justin. Wyglądasz seksownie. Stęskniłam sie za tobą. A tak w ogóle podobało mi sie wczoraj."? - patrzył na mnie, udając mój głos.
- Dzień dobry Justin. - odparłam krzyżując ręce na piersi. Zauważyłam, że był to mój dość częsty odruch.
- A reszta? - uniósł brwi w irytacji. Nie usłyszy reszty. Nie dam mu tej satysfakcji.
- Nie schlebiaj sobie. - przybliżyłam sie do niego, jednak szybko wyminęłam, wsiadając do samochodu od strony pasażera. Justin zrobił to samo i usiadł za kierownicą. Włożył kluczyki do stacyjki jednak nie podjął dalszych działań by ruszyć samochód.
- Nie jedziesz? - zdziwiłam sie raz patrząc na niego raz na kluczyki.
- Nie. - odparł stanowczo. 
- Spóźnie sie do szkoły! - krzyknęłam i spiorunowałam go wzrokiem. Nie przejął sie niczym. Wzruszył ramionami i oparł sie o zagłówek siedzenia. Ciężko westchnęłam. Wiem, co miał na myśli. - Stęskniłam sie. - wydukałam.
- Iiii? - przeniósł wzrok na mnie, oblizując usta. Zastanowiłam sie chwile, którą część jego wypowiedzi powiedzieć. Jedno i drugie było prawdą.
- Wyglądasz seksownie. - zaczęłam gładzić dłonią jego policzek.
- Iiii? - jego usta wygięły sie w uśmiech. 
- Nie będziesz miał tej satysfakcji. Teraz. - wróciłam do wygodnej pozycji siedzącej. - Odwieź mnie do szkoły. Może później będzie dalsza część. - odparłam naburmuszona, patrząc przed siebie. Justin odpalił samochód. Całą drogę przemilczeliśmy. Ja głownie myślałam o tym, jak i czy powiedzieć mu, że podobał mi sie wczorajszy wieczór. Choć to nie było coś wielkiego, naprawdę potrzebowałam takiej chwili. Dotyk Justina mnie uspokajał i relaksował, szczególnie gdy muskał moją skórę ustami, co było cholernie podniecające. Zanim sie zorientowałam, byliśmy pod budynkiem szkoły. Zaparkował samochód między drzewami po drugiej stronie ulicy, by nikt ze szkoły nas szczególnie nie zauważył. Otworzylam drzwi, jednak chłopak zatrzymał mnie. 
- Więc? - przerwał ciszę, patrząc na mnie wyczekująco. Westchnęłam by przełamać tą gule w moim gardle. Zamknęłam drzwi i odwróciłam sie w strone Justina.
- Cholernie mi sie wczoraj podobało. - wydusiłam i przygryzłam kolejny raz warge. Po co dodałam "cholernie"?! Uzna mnie za napaloną wariatke! Spoliczkowałam sie w myślach. Powinnam czasem ugryźć sie w język, zanim coś palne. Uśmiech satysfakcji ukazał sie na jego twarzy i zachichotał, pocierając moje udo.
- Mi też. - puścił mi oczko. Przeniósł swoją dłoń z mojej nogi na swój policzek, w który stukał palcem. Zachichotałam i uniosłam twarz w jego strone w celu muśnięcia jego skóry. Jednak w ostatnim momencie odwrócił twarz w moją strone tak, że nasze usta w połowie sie spotkały. Czas dla mnie sie zatrzymał. To było miłe uczucie, dotchnąć jego warg. Jednak szybko sie odwróciłam, przypominając sobie, gdzie jesteśmy. Wycofałam sie, cicho chichocząc i wyszłam z samochodu, posyłając ostatnie spojrzenie chłopakowi. Wyraźny uśmiech widniał na jego promienniej twarzy. Podobało mu sie. Mi również, zaprzeczyć nie moge. Skierowałam sie do wejścia budynku. Oblizałam wargi, by poczuć jeszcze raz smak ust Justina. Po chwili poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu, która dosłownie rzuca mnie na ścianę budynku. Moim oczom ukazał sie wściekły Matt.
- Wczoraj ze mną zerwałaś, a dziś już liżesz sie z następnym?! - krzyknął na mnie, przyciskając bardziej do ściany. Właśnie sobie uświadomiłam, że musiał widzieć zaistniałe wydarzenie. Z jednej strony miałam satysfakcję, że widział to i jest zazdrosny, a z drugiej byłam przerażona widząc gniew w jego oczach. Bałam sie mojego eks. - Dziwka! - splunął mi w twarz. Nie wytrzymałam. Kilka łez spłynęło po mojej twarzy, a moja ręka powędrowała na jego policzek. Jednak nie tak czule jak kiedyś. Tym razem z premedytacją, zostawiając na jego skórze czerwony ślad. Oboje staliśmy nieruchomo. On był w szoku. Nigdy nie dostał ode mnie w twarz. Ja stałam przerażona. Nigdy nikogo nie uderzyłam. Powinnam żałować?

•••••••••••
Mamy 9 rozdział! Cały poświęcony #Jmy *u*  Ciekawe jak zareaguje Matt na to, co zrobiła Amy! :o

Przepraszam, że wczoraj nie dodałam nowego rozdziału, ale nie miałam czasu, a wieczorem nie czułam sie na siłach, by cokolwiek pisać. Mam nadzieje, że sie nie gniewacie.

Za każdym razem zapominam: Dziękuje za wszystkie wyświetlenia! Jesteście niesamowici! Kocham was i dziękuje, że jesteście ze mną <3

Dziękuje również za wszystkie komentarze. Piszcie je dalej, naprawdę pomagają <3

Do następnego rozdziału,
Udanych wakacji! Xx

Shinn_x

wtorek, 13 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ 8 - "Dziękuje za dziś"

- Będę za dziesięć minut. - poinformowałam Carly, wychodząc z domu. Zaspałam na pierwszą lekcję i prawdopodobnie nie zdąrze na drugą. Nie mogłam sie na niczym skupić przez to zdjęcie. Nie sądziłam, że go na to stać. Wierzyłam, że mnie kocha a tu takie rozczarowanie. Zresztą nie pierwszy raz. Mam szczęście do chłopaków. Pieprzony sarkazm. Wyszłam z domu trzaskając przy tym drzwami. Postanowiłam iść pieszo. Najbliższy autobus będzie dopiero za siedem minut, a ja nie mam tyle czasu. Przyspieszyłam kroku. W mojej szkole nietolerowane były spóźnienia. Musiałam coś zmyślić by nie wpędzić sie w kłopoty. Znowu. 

- Byłam u lekarza, Pani Nester. - odpowiedziałam stanowczo, patrząc na moją nauczycielkę od matematyki. 
- Masz na to jakiś dowód? - oparła łokcie na biurku, patrząc na mnie przez swoje duże okulary.
- Oczywiście. - zaczęłam w torebce szukać fałszywego usprawiedliwienia, które napisałam w łazience, zanim weszłam do klasy. Każdy tak robi. Ja pierwszy raz sfałszowałam jakieś dokumenty i bałam sie, że to sie wyda. Jednak Pani Nester niczego podejrzanego nie zauważyła. Na szczęście.
- Dobrze Panno Hurt. - oddała mi kartke i rozejrzała sie po klasie. - Usiądź z Panem Brandonem. - wskazała puste miejsce koło Matt'a. Jeszcze wczoraj, byłabym zadowolona z tej propozycji. Teraz, przeklnęłam pod nosem i z grymasem zajęłam wolne miejsce. Chłopak był wyraźnie zdezorientowany.
- Ej mała, co jest? - skierował sie do mnie szeptem, gdy nauczycielka powróciła do swoich zajęć.
- Nie nazywaj mnie tak. - burknęłam pod nosem. Wiem, że powinnam wcześniej wszystko wyjaśnić, ale zdjęcie jest wystarczającym dowodem. Nie ma jak sie z tego wytłumaczyć. 
- Amy, co sie stało? - zmarszył brwi i położył swoją dłoń na moje nagie udo. Błędem było założenie dziś spódnicy.
- Musimy poważnie porozmawiać. - spiorunowałam go wzrokiem i od tamtego czasu zaczęłam go ignorować. Zajęłam sie lekcją, co nie było łatwe. Pani Nester długo opowiadała o liczbie Pi. Większość klasy znała już ten temat na pamięć, jednak nasza nauczycielka mogłaby mówić o tym codziennie. Klasa mogła zajmować sie odrabianiem lekcji z innych przedmiotów albo własnymi sprawami. Ja jedynie odliczałam minuty do przerwy. 

- Amy, o co chodzi z Matt'em? - dopytywała sie Carly. Gdy tylko wyszliśmy z klasy, kilka osób zebrało sie wokół mojej osoby, zadając to samo pytanie. To wyglądało trochę dziecinnie, wiem, ale jak mam inaczej reagować na obecność kogoś, kto mnie zdradził? 
- Patrz. - pokazałam jej zdjęcie, które dostałam wieczorem. Dziewczyna zrobiła duże oczy i zakryła dłonią usta, tak, jakby właśnie zobaczyła martwe ciało czy coś.
- Skąd ty to masz? - dopytywała sie. Nie da za wygraną.
- Wczoraj dostałam to zdjęcie od nieznanego numeru. - wyjaśniałam.
- Nieznanego? Czyli nie wiesz kto ci je wysłał? - zadawała dziwne pytania.
- Jak nieznany to jak mam wiedzieć kto to? - oburzyłam sie. To jest przecież logiczne, czego tu nie rozumieć? - Carly, użyj czasem swojej głowy. 
- Nieważne. - odparła wywracając oczami. - Co masz zamiar z tym zrobić? 
- Już ci mówiłam. - wzruszyłam ramionami. Tym razem chciałam być silna. - Jak tylko go zobaczę, zrobię mu taką awanturę, że popamięta Amy Anne Hurt. - zrobiłam poważną minę, na co Carly zachichotała. Po chwili jej uśmiech znikł, a na jej twarzy pokazała sie groza.
- Masz okazje. - pokazała palcem za moje plecy. Wiedziałam co to oznacza. Przewróciłam oczami. Byłam przygotowana na ten moment, jednak nie chciałam, żeby wydarzyło sie to teraz. Jeszcze nie w tej chwili. Jednak los mnie chyba nienawidzi. Po chwili poczułam na swoich ramionach parę rąk. Zrzuciłam je z siebie, nie chcąc czuć jego obrzydliwego dotyku. Odwróciłam sie do niego twarzą. Patrzył na mnie zdezorientowany. Nie wiem co mu odbiło, całując sie z Alejandrą. Popatrzyłam na niego gniewnie.
- Co? - zaczął chichotać. Nie widze tu powodów do śmiechu.
- Jesteś głupi czy głupi? - warknęłam. Gdy patrze na jego twarz, czuje jeszcze większy gniew.
- Amy, o co ci do cholery chodzi?! - krzyknął na mnie, popychając mnie lekko. Zignorowałam to. - Od rana chodzisz wściekła niewiadomo na co. Możesz mi to wyjaśnić? - patrzył mi głęboko w oczy. 
- A TY możesz mi wyjaśnić TO? - zrobiłam akcent na tych słowach i pokazałam mu telefon ze zdjęciem. Zetknął na nie z niedowierzeniem. Chwycił mój telefon i rzucił go o podłogę. Roztrzaskał sie w drobny mak.
- Kurwa co to było? - splunęłam na niego. Dlaczego to zrobił? Rodzice mnie zabiją! 
- Bo to nie jest prawda! - warknął na mnie w złości. Był zestresowany.
- Zdjęcia nie kłamią, Matt! - pokazałam na rozwalony telefon. Nic nie powiedział. Przeklinał jedynie cicho pod nosem. - Czyli to prawda?! Zdradziłeś mnie. - odparłam z niedowierzeniem, przenosząc ciężar ciała na lewą nogę. Próbowałam sie nie rozpłakać, jednak emocje wzięły górę. Nie wytrzymałam. Łzy płynęły mi po policzkach niczym potoki. Rozczarowałam sie na nim. To bolało.
- Amy ja.. - zaczął, jendak szybko mu przerwałam.
- Nie chce tego słuchać. - powiedziałam nadal szlochając. - Kilka dni temu, sam mówiłeś, że w związku najważniejsze jest zaufanie. - wspomniałam jego słowa. Gdybym wiedziała, już wtedy bym z nim zerwała. 
- I co teraz? - patrzył na mnie błagalnym wzrokiem. Jeżeli na coś liczył, to sie przeliczył.
- To koniec. - odparłam cicho, unikając jego wzroku. Podeszłam do Alejandry, która była świadkiem zdarzenia, tak jak kilka innych osób.
- Prosze. Wygrałaś. Matt jest twój. - odparłam spokojnie i z honorem przeszłam przez tłum ludzi, udając sie do najbliższej toalety. Na zewnątrz grałam twardziela, lecz w środku byłam rozdarta. Oparłam sie o umywalke i uniosłam głowę. Miałam rozmazany tusz, spuchnięte i zaczerwienione oczy. Byłam w rozsypce. Sięgnęłam do torebki po mleczko to demakijarzu i oczyściłam swoją twarz. Postanowiłam sie już dziś nie malować, bez względu na to, co powiedzą ludzie. Przestałam szlochać i wyszłam na korytarz. Była już lekcja, na którą nawet nie miałam ochoty iść. Rozejrzałam sie na boki. Na szczęście było pusto. Udałam sie do tylnego wyjścia szkoły i opuściłam budynek. Pierwszy raz zerwałam sie ze szkoły. Skierowałam sie w stronę parku. Włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam muzykę. Po około piętnastu minutach doszłam do celu. Oprócz ptaków, byłam sama. Usiadłam na jednej z ławek. Patrzyłam na otaczającą mnie naturę. Pierwszy raz miałam okazje sie na tym skupić. Było cicho. Słychać było tylko szelest liści i powiew jesiennego wiatru. Zamknęłam oczy w chwili relaksu. Byłam naprawdę odprężona.
- Co ty tu robisz? - usłyszałam nagle znajomy głos. Otworzyłam powoli oczy, by zobaczyć promienną twarz Justina.
- Zerwałam sie ze szkoły. - odparłam mrużąc oczy przed słońcem. - A ty?
- Sam nie wiem. - uśmiechnął sie lekko i usiadł obok mnie. - Jak z Matt'em? - zapytał po chwili. Tego pytania bym sie nie spodziewała.
- Skąd o nim wiesz? - zapytałam zdezorientowana.
- Ja wiem wszystko kochanie. - puścił mi oczko. Zarumieniłam sie lekko. To było urocze, gdy mnie tak nazywał.
- Zerwałam z nim. - wzruszyłam ramionami. Szczerze, to już mnie nic nie obchodził.
- Czyli jesteś wolna? - patrzył na mnie swoimi brązowymi oczami. Naprawdę nie wiem, dlaczego sie tak dopytywał.
- Tak. - odpowiedziałam z dużym uśmiechem na twarzy. Miło jest być znów niezależną dziewczyną. - A co? Masz jakieś plany? - poruszyłam seksowne brwiami, co pewnie wyglądało raczej komicznie.
- Oczywiście. - zaśmiał sie, wywracając przy tym oczami. Po chwili wstał i podał mi swoją dłoń. - Idziesz? - poruszył brwiami tak, jak ja wcześniej. U niego zdecydowanie wyglądało to lepiej. Chwyciłam jego ciepłą dłoń i ruszyliśmy w nieznaną mi stronę. Kierowaliśmy sie w głąb parku. Nie wiedziałam gdzie i po co mnie prowadzi, lecz postanowiłam mu zaufać. Nasze palce były splecione razem. Czułam motylki w brzuchu. Kątem oka spoglądałam na chłopaka. Miał na sobie musztardowe spodnie, biały podkodzulek, koszule w kratkę, która swobodnie unosiła sie na wietrze oraz szare buty Nike. Na szyi miał kilka wisiorków. Uważnie im sie przyglądałam, jednak nie długo.
- Nie ma nawet południa, a ty mnie już obczajasz? - uśmiechnął sie lekko, patrząc w moją stronę. Natychmiast odwróciłam wzrok w drugą stronę, a moje policzki stały sie lekko różowe. Chłopak złapał mój podbródek, kierując w jego stronę, czym zmusił mnie do popatrzenia na niego. Nadal szliśmy dość szybkim krokiem. - Dlaczego zawsze odracasz sie, gdy sie rumienisz? - uniósł jedną z brwi i oblizał usta. Odruchowo sie na nie popatrzyłam, na co on sie lekko zaśmiał, kręcąc głową. Nie wiem, co on sobie o mnie pomyślał w tej chwili, ale napewno zrobiłam sie czerwona na twarzy. Wywrócił oczami, nadal chichocząc i przez chwile szliśmy w ciszy. Justin nagle stanął nieruchomo, patrząc na krzaki przed nami. Pobiegł w ich stronę, zostawiając mnie samą. Po chwili odwrócił sie w moją stronę i gestem ręki poprosił, bym zbliżyła sie do niego. Zrobiłam tak jak chciał. Swoim ciałem ochronił mnie przed wystającymi gałęziami i po chwili znajdowaliśmy sie na łące. Nie było tam nic niezwykłego, lecz czułam, że to wyjątkowe miejsce dla Justina. Nigdy tu nie byłam. Głownie dlatego, że nikt nigdy nie odważył sie przejść przez te krzaczory. Jednak nie on. Wiedział, co kryje sie za bujną zielenią, na tyłach parku.
- Ślicznie tu. - oznajmiłam, rozgladając sie w około.
- To przecież zwykła łąka. - wzruszył ramionami, chowając dłonie w tylnych kieszeniach swoich spodni.
- Ale jest tu cicho. Dokładnie takiego miejsca teraz potrzebuje. - odparłam  tak jakby do siebie i usiadłam na miękkiej trawie. Justin usiadł koło mnie, opierając sie jedną ręką o swoje prawe kolano. 
- Opowiedz mi coś o sobie. - odparł nagle, patrząc w moją stronę. Uniosłam głowę ku jego i zrobiłam minę typu czemu-sie-mnie-o-to-pytasz.
- Myślałam, że wiesz o mnie wszystko. Zresztą sam tak mówiłeś. - próbowałam udawać bystrą, choć bardziej wyszło to na zdzirowatą laske, która czepia sie wszystkiego.
- Okej, przepraszam, że zapytałem. - wywrócił oczami, biorąc źdźbło trawy w ręce.
- Żartowałam przecież! Justin, wyluzuj. - szturchnęłam go lekko w ramię, posyłając promienny uśmiech, który odwzajemnił. - Co chcesz o mnie wiedzieć? 
- Wszystko. - wzruszył ramionami, opierając sie dłońmi o ziemie.
- Hmm .. - zmrużyłam oczy. Jeżeli chce wiedzieć wszystko, będę musiała sie wysilić, bo tego jest dużo. - Mam na imie Amy, nazwisko Hurt, mam siedemnaście lat, mam siostrę Chloe i brata Dan'a... - przerwałam, by zastanowić sie, co mogłabym jeszcze powiedzieć, jednak twarz Justina zmieniła sie po moich słowach. Był tak jakby nieobecny. Intensywnie nad czymś myślał. - Co? - odparłam po chwili przypatrywania mu sie.
- Nie nic. - potrząsnął głową. Wiem, że kłamie, bo coś jest na rzeczy. - Opowiadaj dalej.
- Nie wiem co jeszcze mogłabym ci powiedzieć. - wzruszyłam ramionami, rozgladając sie na boki. 
- Opowiedz o swojej rozdzinie. - popatrzył sie na mnie z dziwnymi iskrami w oczach. 
- Mojego tatę znasz, nie wiem skąd, nie wiem co ukrywacie-
- Nie powinno cie to interesować. - przerwał mi. Zignorowałam to, bo nie chciałam rozpoczynać kolejnej kłótni. Zachowywał sie jak mój tata.
- Moja siostra jest ode mnie młodsza o ponad dwa lata. Dobrze sie rozumiemy, z nią mam najlepszy kontakt z rodziny. - ciagnęłam dalej. - Mój brat, Dan, ma prawie dwadzieścia lat. Nie mam z nim dobrego kontaktu, w ogóle go nie mam. Stoczył sie. Zaczął brać narkotyki, pił, zadawał sie z niewiadomo kim, pewnie jakimiś bandytami. To oni mu zniszczyli życie. Potem ojciec go wyrzucił z domu. - opowiadałam. To było dla mnie trudne, jednak potrzebowałam sie komuś wygadać od serca. Wydawało mi sie, że Justin jest odpowiedni, więc sie zgodziłam. - Nie widziałam go prawie rok. Nawet nie wiem gdzie jest. - próbowałam powstrzymać cieknące łzy z oczu. Tęskniłam za swoim bratem, kto by nie. 
- J-ja go znam. - wydukał. Momentalnie uniosłam głowę, patrząc na niego w zupełnym zdziwieniu. Jak to, on go zna?
- Jak? - odparłam cicho, bawiąc sie trawą.
- Był z nami w grupie. Wszyscy ćpali i pili. Jednak twój brat był słaby i szybko go to wciągnęło. - wyjaśnił. Próbowałam przyjąć to do świadomości. Zapadła między nami krępująca cisza. Postanowiłam ją przerwać.
- Teraz ty mi odpowiedz o sobie, o swojej rodzinie.
- W marcu będę miał osiemnaście lat. - zaczął, myśląc przy tym. Napewno tak jak ja, zastanawiał sie nad swoim życiem. Siedziałam cicho, by mu sie przeszkodzić. Skuliłam jedynie nogi, by ogrzać swoje ciało. Chociaż była dopiero godzina czternasta, listopad robi swoje. - Moja mama ma na imie Pattie, mój tata Jeremy, mój brat Jacson, a moja siostra ... - tu urwał, a jego twarz zmieniła swój wygląd. Była smutna i jednocześnie pełna gniewu. Co sie stało z jego siostrą? - ...ma na imie Jazzy, jednak nie wiem nawet jak wygląda. - jego wzrok wydawał sie pusty.
- Dlaczego? - zdziwiłam sie. Myślałam, że każdy kto wie o istnieniu swojego rodzieństwa, wie, jak ono wygląda.
- Nie chce teraz o tym mówić. - odparł oschle. Musi to być dla niego trudny temat, więc nie zamierzam go drążyć. Nie teraz. Kolejna niekomfortowa cisza zapadła między nami. Siedziałam około metr od Justina. Popatrzył na mnie i machnął ręką, abym sie do niego przesunęła.
- Ja nie gryze. - roześmiał sie promiennie. O wiele lepiej mu było z uśmiechem do twarzy niż z grymasem. Przysunęłam sie do niego trochę, jednak mu to nie wystrczyło, bo pociągnął moje ciało w swoją stronę, w efekcie czego leżałam na nim. Nasze spojrzenia sie spotkały. Trzymał moje ramiona na wysokości swoich. Moje dłonie leżały na jego torsie. Byłam tak blisko, że mogłam poczuć jego oddech na swojej twarzy. Uśmiechaliśmy sie do siebie, jednak po chwili ocknęłam sie wstając z jego ciała.
- Powinniśmy wracać. - odparłam szybko i otrzepałam swoje ubrania z trawy i ziemi.
- Tak, powinniśmy. - odchrzachnął, mieżwiąc swoje włosy. Ruszyliśmy w kierunku krzaków. Wchodząc na teren parku, wymieniliśmy sie spojrzeniami.
- Odprowadze cie do domu. - oznajmił i chwycił moją dłoń. Nasze palce były splecione razem. Kolejny raz, motylki w moim brzuchu dały o sobie znać. 

- Dziękuje za dziś. - szepnęłam, gdy już byliśmy pod moim domem. Justin był ode mnie wyższy, więc wspięłam sie na palce i musnęłam swoimi ustami jego policzek. Naprawdę potrzebowałam dziś chwili relaksu, a on mi to zapewnił.
- Miłe te podziękowania. - uśmiechnął sie promiennie, na co zachichotałam. Dla mnie również były miłe. - Widzimy sie jutro?
- Pewnie. - przygryzłam warge. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Brakowało tylko nocy i deszczu, a była by o najbardziej magiczna chwila w moim życiu. Bez tego i tak, było cudownie. 
- Więc do zobaczenia. - szepnął mi do ucha, muskając również mój policzek, zachaczając o kącik ust. To było cudowne. Zamknęłam oczy, oddając sie rozkoszy. Gdy je otworzyłam, chłopaka już nie było. Pewnie wyglądałam jak ostatnia idiotka. Zostałam sama na chodniku przed domem. Westchnęłam do siebie i ruszyłam w kierunku domu. Na moje szczęście nikogo nie było w domu. Chloe miała dziś spotkanie ze znajomymi. Wczoraj mówiła o nim ze sto razy. Tata był w pracy, pochłonięty swoimi obowiązkami, a mama... Pewnie poszła do galerii. Skierowałam sie do mojego pokoju by odetchnąć trochę. 

- Amy, obudź sie! Co ty będziesz robić w nocy? - krzyczała moja mama, trzasając mną. Leżałam na swoim łóżku. Ze zmęczenia zasnęłam.
- Co? Która godzina? - odparłam pól przypomna, przecierając oczy.
- Jest po dwudziestej. Dziecko umyj sie chociaż. - wymachiwała rękoma, krążąc nade mną. Niechętnie wstałam i przeczesałam palcami moje rozczochrane włosy. Chwyciłam piżamę i udałam sie do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, zmyłam resztki makijażu i nadal senna skierowałam sie do mojego pokoju. Poukładałam kilka rozwalonych rzeczy na mojej szafce i zalogowałam sie na facebooka, czego od razu pożałowałam. Dostałam czternaście wiadomości od ludzi ze szkoły, dotyczące mojego zerwania z Matt'em. Nie miałam siły odpisywać każdemu, więc napisałam do wszystkich na mojej tablicy:

"Tak, zerwałam z Matt'em. Przestańcie sie mnie o to wypytywać, skoro większość z was to widziała. Każdy ma swoje życie. Zajmijcie sie swoim."

Ostatni raz spojrzałam na tekst i opublikowałam go na swoim profilu. Zmieniłam status na "wolny/a" i wylogowałam sie. Miałam ochotę na dalszy sen, który przerwała mi mama. Schowałam sprzęt do szuflady i zgasiłam światło. To był długi dzień. Przykryłam sie kołdrą po samą brodę i zamknęłam oczy.
- Amy otwórz! - słyszałam stłumiony głos. Otworzylam jedno oko. Wystarczyło, by zobaczyć Justina, stojącego w deszczu na moim balkonie. 

•••••••••••
I jest 8 rozdział. Jak wrażenia? Amy i Justin zwierzyli sie sobie, a za tym idzie kolejna tajemnica - Jazzy. Jak myślicie, co sie z nią stało? Do tego #Jmy prawie sie pocałowali *u* Mam nadzieje, że rozdział przypadł wam do gustu ;)

Dziękuje za wszystkie komentarze, bardzo miło sie je czyta. Dziękuje też za uwagi, które piszecie, próbuje sie do nich stosować :)

Dziękuje, że ze mną jesteście! <3
Szalonych wakacji ;)

Shinn_x